W piątek 28 października 2011 roku wyjechaliśmy ze swoich domów na południe.
Na zewnątrz panowała prawdziwa złota jesień, z piękną pogodą, suchymi liśćmi i przejrzystym powietrzem. Wszystko to wraz z umiejętnościami kierowcy sprawiło, że przybyliśmy na miejsce już około godziny 20.00.
Po zameldowaniu się w hotelu poszliśmy do miejscowej restauracji, gdzie spotkaliśmy naszych rywali.
W sobotę doszło do konfrontacji – na płaszczyźnie międzynarodowej.
Pierwszy mecz pokazał to, o czym każdy wiedział ale nikt głośno nie mówił.
Ujawnił nasze braki. Choć kondycyjnie przygotowani byliśmy świetnie, Czesi pokazali większe obycie i lepszą technikę. Nie złamało nam to jednak kręgosłupa i jeszcze w tym samym dniu rozegraliśmy mecz rewanżowy, który poszedł nam już o wiele lepiej. Gra była mniej chaotyczna, drużyna lepiej zgrana, tajemnice boiska zostały poznane, motywacja zregenerowana. Bitwę jednak przegraliśmy sprawiając rywalom jednak więcej problemów.
Na tabeli wyników rozegrane spotkania wyglądały następująco:
SKV Praha ComAp Team – Nie widzę przeszkód : 10:0
SKV Praha ComAp Team – Nie widzę przeszkód : 5:0
Całkowicie poświęcając się sprawom unihokeja debatowaliśmy o sprawie cały wieczór. O ile z praktyką na boisku był problem – teoretycznych rozwiązań na pokonanie Czechów było bez mała co najmniej kilkadziesiąt.
Kolejny dzień, czyli niedziela, będący jednocześnie dniem naszego wyjazdu , to dzień w którym spotkaliśmy się z drużyną FBC Abak Remadicum Ostrava, który przegraliśmy 11:0.
Nasza gra była już jednak zdecydowanie lepsza, choć przegrana była większa niż wcześniej, jednak umiejętnie broniliśmy naszej bramki, wyprowadzając kilka umiejętnie skonstruowanych kontrataków.
Ostatni mecz rozegraliśmy z drużyną KAMAT Team Janske Lazne. Mecz rozpoczął się dla nas bardzo szybką stratą gola. Przyjęliśmy to jednak z pokorą i …. zdobyliśmy bramkę. Była to pierwsza nasza bramka więc wszyscy się cieszyli – nawet Czescy kibice.
Nasi przeciwnicy tę bramkę potraktowali z przymrużeniem oka, ale po chwili było już 2:1.…. dla nas. Na twarzach drużyny rywali niedowierzanie mieszało się ze strachem. Ich usta zeszły się w cienką linię, a bruzda gniewu zarysowała się na czole.
Drużyna KAMATU rzuciła się do ataku, a my wyprowadzaliśmy kontry. Chociaż KAMAT zamykał nas w “zamku” podań, potrafiliśmy rozwinąć skrzydła i wbić się w bramkę rywala. Nie znaleźliśmy jednak sposobu na ich celne strzały wykonywane z głębi pola i w konsekwencji przegraliśmy 7:3. Był to jednak zdecydowanie najlepszy mecz naszej drużyny.
Nasz wyjazd należy potraktować realistycznie. Wygrały drużyny lepsze technicznie, mające duże doświadczenie – my techniki dopiero się uczymy, doświadczenie zdobywamy i dopasowujemy się jako zespół, ale mamy potencjał, który jeśli się go przekłuję na umiejętności – może sprawić, że będziemy liczącą się drużyną w rozgrywkach Czeskiej Ligi Unihokeja.
Dariusz Magdij