«

»

Tandemem przez Warmię i Mazury

  1. Wyjazd. Zaraz po oberwaniu chmury spotykamy się u Kasi: szybki przepak, wymiana sprzętu i już jedziemy w kierunku dworca kolejowego w Płaszowie. Dzięki szybkiemu tempu zyskaliśmy sporo czasu na sprawne i bezproblemowe załadowanie do pociągu naszych cennych rowerów. Piotr i Paweł wpadli na genialny pomysł, dzięki któremu każdy z nas ma miejsce leżące: bagaże lądują na podłodze, a chłopcy na karimatach zajmują ich miejsce na półkach bagażowych.

20 lipca

Podróż minęła przyjemnie, nie licząc incydentu w Działdowie, kiedy to Pani konduktor złorzeczyła nam, że wyładowując nasze sprzęty opóźniamy pociąg, i powinniśmy się zdecydować: „albo pociągiem albo rowerem”. Obiektywnie wyładunek był błyskawiczny, a my zwinni jak akrobaci.

Kolejnym pociągiem dojechaliśmy do Olsztyna, gdzie przy kawce na przepięknym rynku planowaliśmy dalszą trasę. I tu zaskoczenie, które nikogo nie zaskoczyło,a mianowicie… zapomnieliśmy wypasionego, bardzo szczegółowego przewodnika rowerowego regionu mazurskiego. Szybko jednak uzupełniliśmy ubytek.

tandememprzezwarmie_0658

Opuszczamy Olsztyn, kierując się czarnym szlakiem w kierunku Szczytna. Jest bardzo ciepło, a dodatkowo falistość terenu daje popalić po długiej podróży. Pomimo tego, że poruszamy się drogą asfaltową, ruch jest znikomy i zupełnie nie przeszkadza w radości płynącej z podziwiania piękna krajobrazu. Podczas przygotowywania obiadu pierwszy raz dopadają nas hordy krwiożerczych samic komara pospolitego, zamieszkującego każdy mazurski zagajnik. Od tej pory będą nas prześladować i nękać na każdym, nawet najkrótszym postoju (przestroga: jak za wolno jedziesz też Cię dopadną!). We wsi Dźwierzuty odbijamy ze szlaku i trasą na Szczytno docieramy do Dębówka, do domu Banana – naszego przyjaciela ze Stowarzyszenia. W oczekiwaniu na gospodarza, rozpalamy w piecu i obserwujemy groźne a zarazem piękne widowisko na niebie – potężna burza pustoszy okolicę.

tandememprzezwarmie_0668

21 lipca

 

Komary, błoto i pokrzywy czyli „Kto drogi prostuje ten w lesie nocuje”.

 

Nazajutrz wypoczęci i radośni razem z Bananem jako przewodnikiem wyruszamy na całodniowy objazd okolicy. Docieramy do przemiłej rodzinki, gdzie nasz kolega instaluje nowatorską wielofunkcyjną huśtawkę swojego projektu, ku uciesze rozkosznych dziewczynek (i Pawła). W międzyczasie wielopokoleniową gromadką,

tandememprzezwarmie_0775

wyposażeni przez gospodarzy w dętki od traktora, idziemy poszaleć w jeziorze. Następnie, po przetestowaniu huśtawki wyruszamy nową trasą w długą drogę powrotną. Nasz przewodnik ufając swojej znajomości terenu wyprowadził nas na manowce ;) Wybrana przez niego trasa obfitowała w strome podjazdy, grząskie błocko, chłostające po ciele pokrzywy i miliardy zawziętych moskitów. Wielki ukłon dla konstruktorów z firmy Extrawheel- nasza przyczepa w tych ciężkich okolicznościach była niezawodna. W żaden sposób nie utrudniała tej ciężkiej przeprawy, czego nie można powiedzieć o naszych rowerach – pod koniec zaczęły odmawiać współpracy.

Już po zmroku, gdy cieszyliśmy się z pokonania najtrudniejszego odcinka dopadła nas ulewa. Mimo iż do domu dotarliśmy bardzo późno, trasa przez swoją specyfikę sprawiła nam mnóstwo frajdy (nie licząc setek bąbli po ugryzieniach, i fal gorąca napływających z poparzonych kończyn). Po dokładnych oględzinach Kasia i Piotrek znaleźli po jednej sztuce klesza pospolitego na swych stopach. Po co to żyje na świecie?!

22 lipca

 

Dzień bez deszczu ! (jedyny)

 

 

W promieniach słońca wyruszyliśmy na lekko w stronę rezerwatu Kulka. Celem na ten dzień jest zdobycie najwyższego wzniesienia w okolicy (ok. 200 m n.p.m.!!!).

tandememprzezwarmie_0812

Trasa w odróżnieniu od wczorajszej była mniej wymagająca, ale pozwalała na osiągnięcie większych prędkości, z czego skorzystaliśmy organizując radosne wyścigi obfitujące w długie podjazdy. Banan na rowerze wyposażonym w przyczepę Extrawheel’a wyzwał na pojedynek Kasię i Pawła na tandemie, co skończyło się tym, że swoją sromotną klęskę odchorowywał przez kolejny dzień;) Zziajani i zmęczeni dotarliśmy do fantastycznego miejsca na odpoczynek. Beztrosko kąpaliśmy się w czyściutkim jeziorze Łęsk, nieświadomi tego, że na zachodnim brzegu zachowała się roślinność tundrowa (jako jedno z dwóch takich miejsc w Polsce). Niestety, o tym dowiedzieliśmy się dopiero wieczorem od rodziców Banana, którzy ugościli nas w Szczytnie przepysznym sandaczem własnego połowu. Dzień zakończyliśmy bawiąc się wyśmienicie na koncercie VooVoo i Abradaba.

 

(Sprostowanie: koncert jednak był w deszczu;))

23 lipca

Czas opuścić przytulne schronienie

tandememprzezwarmie_0826

Od rana oporządzamy dobytek i pomimo niesprzyjającej pogody ruszamy na północ. Droga prowadzi szutrowymi duktami Puszczy Piskiej, największego kompleksu leśnego na terenie Mazur. Na trasie naszego przejazdu mijamy wiele pozostałości umocnień z okresu I Wojny Światowej.

tandememprzezwarmie_0880

Sielankowe pedałowanie przerywa pierwszy kapeć w rowerze Banana. Panicznie oganiając się od wszechobecnych komarów sprawnie wymieniamy dętkę i ruszamy dalej.

tandememprzezwarmie_0869

Radość trwa jakieś 15 minut (drugi kapeć u Banana). Porzucamy kolegę na rozstajach i jedziemy dalej w kierunku Spychowa. Podejmujemy taką decyzję, gdyż nasz towarzysz czeka na swojego znajomego, który śpieszy na pomoc z nową oponą. W Spychowie posilamy się wyśmienitą zupą rybną, na czym przyłapuje nas

tandememprzezwarmie_0891

nadjeżdżający znienacka maruder. Po zmierzchu kontynuujemy podróż, szukając dogodnego miejsca na biwak. Korzystając z niezawodnego instynktu naszego człowieka z Mazur, w panujących ciemnościach trafiamy na wymarzone, ustronne miejsce nad jeziorem, wyposażone nawet we własny pomost. Rozwieszamy hamaki, stawiamy namiot, rozpalamy ognicho, robimy jedzonko – dzisiaj będzie już tylko pełen relaks.

tandememprzezwarmie_0908

 

24 lipca

 

Cisza przed burzą

Nazajutrz nasza miejscówka prezentuje się jeszcze lepiej. Zażywając kąpieli słonecznej przygotowujemy na pomoście smaczne śniadanko, gaworząc przy tym radośnie.

tandememprzezwarmie_0924

Trasa na ten dzień zapowiada się ambitnie – chcemy pod wieczór dotrzeć do Rydzewa nad jeziorem Niegocin. Pierwszym przystankiem jest wieś o dźwięcznej nazwie Zgon.

tandememprzezwarmie_0939

Mieszka tam rzeźbiarz, którego prace zdobią wiele obejść. Nasza marszruta przebiega wzdłuż szlaku kajakowego rzeki Krutyni. Zwiedzamy klasztor starowierców w Wojnowie oraz zahaczamy o wioskę Galindów nad jeziorem Bełdany. Po obiedzie w zatłoczonych Mikołajkach, korzystając z polnych dróg obieramy kierunek na Rydzewo. Całe przedsięwzięcie urozmaica nam (a jakże!) gwałtowna burza. Polne ścieżki zamieniają się w w błotniste pułapki na rowery. Kasia i Paweł mają utrudnione zadanie. W wielu miejscach są zmuszeni do prowadzenia swojego długiego i ciężkiego składu…

Jakby tego było mało, zanieczyszczone lepkim błotem przerzutki w tandemie zaczynają szwankować. Rower ledwo jedzie. Ciemna noc i nieustające opady wystawiają naszą wytrzymałość na poważną próbę. Około północy, zmęczeni i przemoczeni docieramy do Rydzewa. W poszukiwaniu noclegu udajemy się do zaprzyjaźnionego bosmana Wojtka. A tam niespodzianka w postaci Bartka – naszego przyjaciela ze Stowarzyszenia, który na tą noc udziela nam schronienia na swoim jachcie.

25 lipca

Po śniadaniu i kawce żegnamy się z Bananem, Bartkiem i Wojtkiem.

tandememprzezwarmie_0959

Już w czwórkę kontynuujemy podróż. Po wczorajszej przeprawie jesteśmy zmuszeni do skorzystania z usług serwisu rowerowego w Giżycku. Kefas wymienia przetartą oponę, Sylwia zużyte klocki hamulcowe, a tandem wymaga regulacji przerzutek i hamulców.

tandememprzezwarmie_0963

Celem na dziś jest Trygort nad jeziorem Mamry. Obieramy trasę przez Sztynort, w którym znajduje się XVII w. zespół pałacowy.

tandememprzezwarmie_0980

Miejsce warte zobaczenia, szkoda tylko, że bardzo zniszczone i zaniedbane. Dalej pędzimy do Mamerek, gdzie oglądamy Kwatera Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) „Mauerwald”. W lesie zachowało się 30 poniemieckich bunkrów z okresu II wojny światowej.

tandememprzezwarmie_1003

Po zwiedzaniu okrążamy jezioro Mamry i za wsią Trygort trafiamy na klimatyczne pole namiotowe, prowadzone przez uprzejmego Pana Mirka. Najlepszą wizytówką tego miejsca są radośni żeglarze cumujący do kilku małych pomościków. Zmęczeni zasypiamy w trakcie wszechpanującej imprezy przy dźwiękach gitary i akordeonu.

Nasza nieomylna pogodynka – Paweł wywróżył burzę na ten dzień między 23 a 1 w nocy. Trafił bez pudła – burza przyszła o 24.

26 lipca

Rano zamiast budzika usłyszeliśmy grzmoty i łoskot deszczu. Korzystając z okazji poleżeliśmy do południa w hamakach. Po porannej zlewie wyszło dawno niewidziane słońce. Najedzeni świeżutkimi bułeczkami z obwoźnej piekarni, spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy, zostawiając hamaki na biwaku. W tym dniu naszym celem były poniemieckie śluzy na Kanale Mazurskim.

tandememprzezwarmie_1013

Jadąc do śluzy w Leśniewie, mieliśmy nadzieję na dobrą zabawę, w zainstalowanym tam parku linowym. Niestety ceny skutecznie nas zniechęciły. Z wielkim entuzjazmem popedałowaliśmy do Guji, chcąc zobaczyć jedyną w pełni ukończoną i działającą śluzę. Straciliśmy impet na widok ogrodzenia z drutu kolczastego, uniemożliwiającego dokładne zwiedzenie obiektu.

tandememprzezwarmie_1019

Droga powrotna wiodła dookoła jeziora Rydzówka, gdzie cieszyliśmy oczy licznymi stadami boćków.

tandememprzezwarmie_1023

Po orzeźwiającej kąpieli w czyściutkich wodach jeziora Mamry, popedałowaliśmy na domowe ruskie do pobliskiej gospody.

 

27 lipca

I znów znajome odgłosy. Łomot deszczu na tropiku skutecznie usypiał zamiast budzić. Wykazaliśmy się wielką determinacją i pomimo wody lejącej nam się za kołnierze zwinęliśmy biwak. Błotnisto – piaszczystą drogą dojechaliśmy do Węgorzewa, gdzie wciągnęliśmy po gofrze. Siedząc w kawiarnianym ogródku głośno zastanawiliśmy się jak tu zdobyć świeżą rybkę na zupę. Siedzący nieopodal jeden z klientów, uprzejmy tubylec, mocno zainteresował się naszą rozmową. Gdy ruszyliśmy w kierunku sklepu, z dumnym szyldem „ŚWIEŻE RYBY”, w ostatniej chwili zawrócił nas z drogi:

  • Jeśli widzicie szyld „świeże ryby” możecie mieć pewność, że takie nie są. Nie radzę kupować w tym sklepie, no chyba, że chcecie mieć sensacje żołądkowe. Lepiej zjedzcie schabowego.

Wdzięczni za pouczenie, rządni dalszych wrażeń pojechaliśmy w stronę Ogonek. Paweł, znający te tereny, postanowił nas zaprowadzić w ciekawe miejsca w okolicy. Za wsią przebiega trasa dawnej wąskotorówki łączącej Mamerki z bunkrami w Pozezdrzu.

tandememprzezwarmie_1033

Gdyby komarzyce nie chciały nas zjeść żywcem, stary most kolejowy byłby doskonałym miejscem na odpoczynek. Widząc ciemne zwały chmur, wykorzystaliśmy Pawła jako przewodnika i postanowiliśmy odnaleźć znane mu doskonałe miejsce biwakowe. Długie lata nieobecności na tych terenach stępiły nieco pamięć Płona, dzięki czemu zatoczyliśmy elegancką pętlę po lesie i trafiliśmy z powrotem pod most. Pomimo rodzącej się w grupie nieufności Paweł zrehabilitował się i doprowadził nas do ustronnej polany, w miejscu gdzie Sapina wpada do jeziora Stręgiel.

tandememprzezwarmie_1048

Resztę wieczoru spędziliśmy pod rozpiętym daszkiem, jedząc i prowadząc leniwą wymianę zdań.

 

 

28 lipca

 

Poranek upłynął pod znakiem poszukiwań w trawie zielonego sporka (Kasia kupi sobie nowego. Który to z kolei?). Dzisiaj chcemy posiedzieć przy żubrze. Sylwia słyszała, że żubr występuje w Puszczy (Boreckiej). Droga była daleka, ale jechało się świetnie. Już około godziny 13 z wywieszonymi językami zameldowaliśmy się pod bramą mieszkania tych dostojnych władców kniei. I co? Pocałowaliśmy kłódkę. Okazało się bowiem, że żubr rano i wieczorem podchodzi najbardziej (7-9 i 18-20). Kasi udało się jednak sposobem cyknąć żubra, więc nie odjeżdżamy z pustymi rękami.

tandememprzezwarmie_1051

Telepatyczne łącza członków Stowarzyszenia zadziałały – dostaliśmy od Bartka telefoniczne zaproszenie na imprezę w Sztynorcie kończącą regaty. Zatoczyliśmy dużą pętlę leśnymi ostępami Puszczy Boreckiej.

tandememprzezwarmie_1050

Krótki przystanek nad jeziorem Gołdopiwo i w mgnieniu oka stoimy na kei przy znajomym jachcie. Ostatni wieczór wyjazdu upłynął nam w towarzystwie rubasznych żeglarzy, snujących ekscytujące opowieści ze swoich rejsów po najdalszych zakątkach świata. Klimat podkreślał żywiołowy koncert EKT Gdynia. W szampańskich nastrojach zalegliśmy na kojach, ufając obietnicom Bartka, że nazajutrz przeprawi nas z rowerami do Giżycka.

tandememprzezwarmie_1058

29 lipca

Nie do wiary! Łódź pękająca w szwach od naszego sprzętu wypływa w okolicach godziny 10. (spróbujcie załadować tandem na Tango!).

tandememprzezwarmie_1059

Pogoda na rejs wymarzona.

Na zrefowanych żaglach w dużym przechyle suniemy do portu wyładunkowego. Rower Sylwii przywiązany do want, w promieniach dawno nie widzianego słońca prezentuje się wspaniale.

tandememprzezwarmie_1067

W kanale giżyckim następuje łzawe pożegnanie z Bartkiem i Kefasem, który zostaje jeszcze tydzień na Jeziorach. Naszą trójkę czeka mozolny powrót PKP.

W spóźnionym i przeładowanym do granic możliwości pociągu nawiązaliśmy interesującą znajomość z małżeństwem leciwych, australijskich rowerzystów. Niekłamany podziw wzbudziła w nas informacja, że jadą z Talinu w Estonii do Rzymu. Tylko paskudna pogoda zmusiła ich do skorzystania z pociągu.

Ostatnim akcentem wyprawy był triumfalny przejazd o 3 w nocy przez krakowski Rynek. Do następnego!

Wp Plugin by capn3m0